Norwegii zaczyna brakować nowych pracowników z Polski. Jeszcze dwie dekady temu Polacy przyjeżdżali tu masowo, często z całymi rodzinami. Dziś imigracja zarobkowa jest najniższa od 20 lat, a minister finansów Jens Stoltenberg mówi w wywiadzie dla dziennika „AFTENPOSTEN”, że liczba osób w wieku produkcyjnym przestaje rosnąć. Polska szybko się bogaci, ma niższe bezrobocie niż Norwegia i coraz skuteczniej konkuruje o własnych obywateli.
W pigułce
- +3,8% – wzrost PKB Polski w 2025 r. (GUS, dane zrewidowane).
- +1,8% – wzrost PKB Norwegii kontynentalnej w 2025 r. (bez sektora naftowego, dane rządu Norwegii).
- 3,4% – bezrobocie w Polsce (lipiec 2026 r., Eurostat).
- 4,6% – bezrobocie w Norwegii (wrzesień 2026 r., SSB).
- 1 820 – tylu Polaków przyjechało do pracy w Norwegii w 2025 r. (SSB). Mimo to Polska pozostaje głównym krajem pochodzenia imigrantów zarobkowych.
Bezrobocie mierzone metodą badań ankietowych zgodnie z definicją Międzynarodowej Organizacji Pracy (ILO). Według danych urzędów pracy wynosi ono 5,8 proc. w Polsce (GUS) i 2,0 proc. w Norwegii (NAV).
Stoltenberg w „Aftenposten”: Norwegia dochodzi do historycznego przełomu
Norwegia wchodzi w nowy etap rozwoju gospodarczego, a jednym z największych długoterminowych zagrożeń dla kraju staje się niedobór pracowników – mówi minister finansów Jens Stoltenberg w wywiadzie dla dziennika „AFTENPOSTEN”, opublikowanym 2 listopada 2026 r. Norweska siła robocza („Arbeidsstyrken”) przestaje rosnąć. „To coś zupełnie nowego” („Det er helt nytt”) – podkreśla Stoltenberg w rozmowie z dziennikarzem Magnusem Lysbergiem.
Przez wiele lat liczba osób zdolnych do pracy w Norwegii rosła. Wspierało to rozwój przedsiębiorstw, finansowanie usług publicznych i system opieki społecznej. Teraz ten trend wyhamowuje. Jednocześnie przybywa seniorów, którzy będą potrzebowali coraz więcej wsparcia medycznego i opiekuńczego.
Stoltenberg podkreśla, że podobnego zahamowania wzrostu norweskiej siły roboczej trzeba szukać aż w czasach czarnej śmierci („Svartedauden”), czyli średniowiecznej epidemii dżumy. To porównanie ma pokazać skalę przemiany demograficznej. Nie oznacza, że obecna sytuacja przypomina katastrofę epidemiologiczną. Wypowiedź ministra szybko podchwyciły inne norweskie media, m.in. dziennik „Finansavisen” pod tytułem „Stoltenberg slår alarm”.
Zmiana dotknie całe państwo. Mniejsza liczba pracujących oznacza większą presję na zatrudnionych, finanse publiczne i system świadczeń. Norwegia będzie musiała jednocześnie zapewnić opiekę starzejącemu się społeczeństwu i utrzymać wysoką wydajność gospodarki.
Przeczytaj także: BUDŻET NORWEGII NA 2027 ROK — CO ZMIENIA SIĘ DLA FIRM I OSÓB FIZYCZNYCH
Przybywa seniorów, nie pracowników
Według Stoltenberga przyszły wzrost liczby mieszkańców będzie dotyczył przede wszystkim osób starszych, zwłaszcza po 75. roku życia. To grupa, która zwykle potrzebuje więcej usług zdrowotnych, pomocy w codziennym funkcjonowaniu i długoterminowej opieki.
Wykres, który minister finansów pokazał dziennikarzom „AFTENPOSTEN”, obejmuje ponad 200 lat historii Norwegii. Od połowy XIX wieku liczba osób w wieku 20–66 lat rosła niemal nieprzerwanie. Według prognozy Norweskiego Urzędu Statystycznego („Statistisk sentralbyrå”, SSB) ta krzywa właśnie się spłaszcza.
| Grupa wiekowa | Połowa XIX w. | Dziś | 2060 (prognoza SSB) |
|---|---|---|---|
| 20–66 lat | ok. 0,7 mln | ok. 3,4 mln | ok. 3,4 mln |
| 67 lat i więcej | – | ok. 1 mln | ok. 1,6 mln |
| 0–19 lat | – | bez istotnych zmian | bez istotnych zmian |
Źródło: Ministerstwo Finansów Norwegii („Finansdepartementet”), SSB, za „AFTENPOSTEN”.
Oznacza to, że niemal cały przyszły wzrost liczby mieszkańców Norwegii będą stanowić emeryci. Szczegółowe prognozy SSB wskazują też ważne daty. W 2032 r. liczba osób powyżej 65. roku życia po raz pierwszy przewyższy liczbę osób poniżej 20. roku życia. Do 2050 r. liczba mieszkańców powyżej 80. roku życia ma się podwoić: z około 284 tys. do około 588 tys. Ich udział w populacji wzrośnie z około 5 do ponad 10 proc.
Minister zwraca też uwagę na poziom zatrudnienia. W grupie wiekowej 20–64 lata pracuje w Norwegii około 80 proc. osób. Przez lata był to jeden z najlepszych wyników w Europie, ale inne państwa szybko poprawiają swoje wskaźniki. Według Eurostatu w 2025 r. pracowało 76,1 proc. mieszkańców Unii Europejskiej w wieku 20–64 lata. To najwyższy wynik od rozpoczęcia pomiarów w 2009 r. Najwyższe wskaźniki zatrudnienia odnotowały Malta (83,6 proc.), Holandia (83,4 proc.) i Czechy (82,9 proc.). Stoltenberg uważa, że obecny poziom zatrudnienia nie wystarcza już do utrzymania miejsca Norwegii w europejskiej czołówce.
Wśród osób starszych aktywność zawodowa wzrosła między innymi dzięki reformie emerytalnej zapoczątkowanej przez pierwszy rząd Stoltenberga w 2001 r. Minister szacuje, że reforma przynosi dziś państwu blisko 60 mld koron rocznie dzięki niższym wydatkom i wyższym wpływom podatkowym.
Przeczytaj także: EMERYTURA W NORWEGII 2026. ILE DOSTANIESZ, CO SIĘ ZMIENIŁO I GDZIE MOŻNA STRACIĆ NAJWIĘCEJ
Rząd chce, aby więcej osób pracowało
Stoltenberg uznaje brak pracowników za największe zagrożenie dla norweskiej gospodarki. Rząd chce zwiększyć zatrudnienie przez aktywizację zawodową, zmiany w systemie świadczeń oraz rozwiązania podatkowe, dzięki którym praca będzie bardziej się opłacać.
Około 700 tys. osób pozostaje w Norwegii poza rynkiem pracy i systemem edukacji, w tym ponad 100 tys. osób poniżej 30. roku życia – mówi w rozmowie z „AFTENPOSTEN” minister pracy i spraw społecznych Kjersti Stenseng. Rząd chce ograniczyć sytuacje, w których system świadczeń zniechęca do powrotu do pracy. Wśród propozycji znalazły się ograniczenie świadczenia przejściowego dla samotnych rodziców („Overgangsstønad”) oraz zmiany w świadczeniu integracyjnym dla uchodźców („Introduksjonsstønad”).
Rząd zaproponował także obniżenie podatku dochodowego o łącznie 6,4 mld koron. Partie centrolewicowe, z którymi Partia Pracy („Arbeiderpartiet”) negocjuje budżet, krytykują ten pomysł, ponieważ najbardziej skorzystaliby na nim najlepiej zarabiający. Stoltenberg odpowiada, że największe nierówności w Norwegii nie występują między poszczególnymi grupami pracowników, lecz między osobami żyjącymi z pensji a tymi, które utrzymują się z dochodów kapitałowych.
To jednak nie tylko kwestia świadczeń i podatków. Norwegia potrzebuje pracowników o konkretnych kwalifikacjach, a w wielu zawodach także znających język norweski. Szczególnie ważne jest to w ochronie zdrowia i opiece, gdzie liczą się wykształcenie, uznanie kwalifikacji i dobra komunikacja z pacjentami.
Norwegia nie potrzebuje po prostu większej liczby ludzi gotowych do pracy, ale przede wszystkim pracowników, których kompetencje odpowiadają rzeczywistym potrzebom gospodarki.
Przeczytaj także: OD 1 PAŹDZIERNIKA W NORWEGII MOŻESZ DOROBIĆ DO RENTY ZNACZNIE WIĘCEJ. NAV PODNOSI KWOTĘ WOLNĄ Z 0,4G DO 1G
Paradoks Stoltenberga: za jego rządów Polacy przyjeżdżali do Norwegii całymi rodzinami
W tej debacie warto przypomnieć historyczny kontekst. Jens Stoltenberg był premierem Norwegii w latach 2000–2001 oraz 2005–2013. To właśnie podczas jego drugiej kadencji Polacy przyjeżdżali do Norwegii masowo, a z czasem całymi rodzinami.
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. rozpoczęła się największa fala polskiej emigracji zarobkowej w historii Norwegii. Saldo migracji obywateli Polski wzrosło z 300 osób w 2003 r. do 12,9 tys. w 2007 r. W tamtym okresie liczba ta niemal podwajała się z roku na rok. Według SSB rok 2007 był rekordowy pod względem przyjazdów do pracy: do Norwegii przyjechało wtedy w tym celu 11,3 tys. obywateli Polski.
Za mężczyznami, którzy przyjeżdżali pracować na budowach, w stoczniach i fabrykach, wkrótce zaczęły podążać ich rodziny. SSB odnotowało, że duża imigracja zarobkowa z Polski przekładała się na coraz większą liczbę przyjazdów rodzinnych. W 2008 r. ze względów rodzinnych do Norwegii przyjechało 3,7 tys. osób z Polski, a rok wcześniej 2,6 tys. Liczba osób dołączających do bliskich w Norwegii rosła co roku od 2004 do 2012 r. SSB łączyło ten wzrost z napływem pracowników z nowych państw UE w Europie Wschodniej, którzy z czasem sprowadzali swoje rodziny.
Efekt był szybko widoczny. Już w 2008 r. Polacy stali się największą grupą imigrantów w Norwegii, wliczając dzieci imigrantów urodzone na miejscu. Wyprzedzili wtedy osoby pochodzące z Pakistanu i Szwecji. Polskie dzieci zaczęły chodzić do norweskich szkół, a polskie rodziny osiedlały się w Oslo, Bergen, Stavanger i mniejszych miejscowościach na zachodnim wybrzeżu.
Kryzys finansowy z 2008 r. na pewien czas zahamował ten napływ, ale go nie zatrzymał. W 2010 r. z Polski przyjechało 10,3 tys. osób: 7,6 tys. do pracy i 2,6 tys. ze względów rodzinnych.
Dziś Stoltenberg, już jako minister finansów, ostrzega przed zahamowaniem wzrostu liczby osób zdolnych do pracy. Kraj, do którego za jego premierostwa Polacy przyjeżdżali z rodzinami, odnotowuje obecnie najniższą imigrację zarobkową od 20 lat i musi przygotować się na rynek pracy, na którym napływ z Polski nie będzie już tak duży jak kiedyś.
Przeczytaj także: POLSKA I NORWEGIA: DEKLARACJA O PARTNERSTWIE STRATEGICZNYM
Coraz mniej Polaków przyjeżdża do pracy w Norwegii
Najnowsze dane wyraźnie potwierdzają tę zmianę. Według SSB w 2025 r. do Norwegii przyjechało do pracy 10,5 tys. obywateli państw spoza Skandynawii. To najmniej od 2005 r. Polacy nadal stanowią największą grupę imigrantów zarobkowych: w 2025 r. przyjechało ich 1 820, przed Hiszpanami (770) i Litwinami (740). Od 2004 r. przyjechało do Norwegii łącznie 119 tys. polskich pracowników, a 77 tys. z nich nadal mieszkało w kraju na początku 2026 r.
Portal Money.pl, powołując się na badania naukowców związanych z uczelnią OsloMet, opisywał, że liczba Polaków wyjeżdżających do Norwegii do pracy zmniejszyła się w ciągu dekady o około dwie trzecie. Wśród przyczyn wymieniono poprawę sytuacji gospodarczej w Polsce i osłabienie korony norweskiej.
Ci, którzy nadal decydują się na wyjazd, coraz częściej wybierają inne kierunki. Według GUS w latach 2020–2025 najbardziej przybyło Polaków w Holandii, o około 20 tys., i w Szwajcarii, o blisko 7 tys. Najwięcej ubyło ich natomiast w Wielkiej Brytanii i w Niemczech. Ogólna liczba Polaków za granicą w krajach EOG i Wielkiej Brytanii spada już drugi rok z rzędu i wynosiła na koniec 2025 r. około 1,51 mln. Emigrantów przyciągają dziś państwa łączące wysoką siłę nabywczą z niskim bezrobociem. Norwegia, z bezrobociem wyższym niż w Polsce i słabszą koroną, traci w tej rywalizacji przewagę, którą miała jeszcze dekadę temu.
Nie oznacza to, że Polacy przestali wyjeżdżać ani że Norwegia przestała być atrakcyjna we wszystkich zawodach. Liczba nowych przyjazdów, saldo migracji i całkowita liczba polskich imigrantów mieszkających w Norwegii to różne wskaźniki, których nie należy mylić. Zmiana jest jednak wyraźna: polscy pracownicy mają dziś więcej możliwości, a Norwegia musi konkurować nie tylko wysokością płac, ale też kosztami życia, warunkami pracy i perspektywami rozwoju.
Przeczytaj także: MOBILNOŚĆ ZAWODOWA: DLACZEGO PRACOWNICY Z POLSKI ŻEGNAJĄ SIĘ ZE SWOIMI PRACODAWCAMI W NORWEGII
Polska gospodarka rośnie, a emigracja przestaje być oczywistym wyborem
Jednym z najważniejszych czynników jest sytuacja gospodarcza Polski. Według zrewidowanego szacunku GUS polski PKB wzrósł w 2025 r. realnie o 3,8 proc. W tym samym czasie PKB Norwegii kontynentalnej, czyli bez sektora naftowego, wzrósł o 1,8 proc, jak wynika z danych rządu Norwegii i raportu NOU 2026:5 o rozwoju gospodarczym kraju. Polska gospodarka rozwijała się więc ponad dwa razy szybciej.
Skala zmian po wejściu Polski do UE jest ogromna. W 2004 r. PKB Polski na mieszkańca, liczony z uwzględnieniem różnic w kosztach życia, wynosił około połowy średniej unijnej. W 2025 r. sięgnął 81 proc. tej średniej, według Eurostatu. Jeszcze wyraźniej poprawę widać w budżetach domowych. Wskaźnik rzeczywistej konsumpcji indywidualnej na mieszkańca, który Eurostat uważa za lepszą miarę zamożności gospodarstw domowych niż PKB, wyniósł w Polsce 88 proc. średniej UE. Polska po raz pierwszy wyprzedziła pod tym względem wszystkie państwa regionu, które przystąpiły do Unii Europejskiej od 2004 r.
Nie oznacza to, że Polska dogoniła Norwegię pod względem płac czy zamożności. Norwegia nadal należy do najbogatszych krajów Europy, a w wielu zawodach różnice w zarobkach pozostają duże. Jednak coraz więcej osób może znaleźć w Polsce pracę zgodną ze swoimi kwalifikacjami, rozwijać własną firmę i zapewnić sobie stabilność finansową bez wyjazdu za granicę.
Norwegia ma dziś wyższe bezrobocie niż Polska
Według porównywalnych danych to dziś Norwegia ma wyższe bezrobocie niż Polska. Według badania aktywności ekonomicznej ludności („Arbeidskraftundersøkelsen”, AKU), prowadzonego przez SSB, we wrześniu 2026 r. bez pracy było 141 tys. osób, czyli 4,6 proc. siły roboczej. W Polsce stopa bezrobocia według metodologii Eurostatu wynosiła w lipcu 2026 r. 3,4 proc. To drugi najniższy wynik w Unii Europejskiej.
Dane o bezrobociu rejestrowanym pokazują odwrotny obraz. W Polsce wynosi ono 5,8 proc., a w Norwegii zarejestrowani w NAV całkowicie bezrobotni („Helt ledige”) stanowią 2,0 proc. siły roboczej. Rejestry urzędów pracy nie są jednak porównywalne między krajami, dlatego do porównań międzynarodowych wykorzystuje się badania ankietowe.
W praktyce Polak rozważający wyjazd do Norwegii nie trafia już na rynek, na którym pracę można łatwo znaleźć od ręki. Kraj, który według własnego rządu cierpi na niedobór pracowników, ma jednocześnie wyższe bezrobocie niż Polska. To kolejny dowód, że Norwegia potrzebuje przede wszystkim ludzi o konkretnych kwalifikacjach, ze znajomością języka i uprawnieniami, których szukają pracodawcy.
Dla wielu rodzin oznacza to coś więcej niż wyższe zarobki: nie muszą się rozdzielać. Dwadzieścia lat temu wyjazd do Norwegii często oznaczał miesiące rozłąki. Ojciec pracował na budowie w Stavanger czy Bergen, a żona i dzieci zostawały w Polsce, czekając na przelew i przyjazd na święta. Część rodzin z czasem dołączała do pracujących w Norwegii, ale wiele przez lata żyło na dwa kraje. Dziś, gdy praca w Polsce pozwala na godne życie, coraz więcej osób wybiera coś, czego nie da się przeliczyć na korony: pozostanie z bliskimi, wychowywanie dzieci na miejscu i opiekę nad starzejącymi się rodzicami.
Przeczytaj także: SYTUACJA FINANSOWA DLA WIELU FIRM W NORWEGII STAJE SIĘ BARDZO NAPIĘTA
Brakuje pracowników, ale budowlanka zwalnia
W tym obrazie jest wyraźny paradoks. Norwegia mówi o niedoborze rąk do pracy, a jednocześnie najwięcej miejsc pracy straciła branża, w której przez lata pracowało najwięcej Polaków: Budownictwo.
Według organizacji pracodawców NHO Byggenæringen, na którą powołujemy się w analizie budżetu na 2027 rok, zatrudnienie w sektorze budowlanym spadło w ciągu trzech lat o ponad 20 000 osobolat („Årsverk”), a produkcja o 85 mld koron. Około 10 proc. wykwalifikowanych pracowników budowlanych jest na przymusowym przestoju („Permittering”). Branża ostrzega, że bez pakietu mieszkaniowego czeka ją kolejny rok zapaści w budownictwie mieszkaniowym.
Kryzys nie zaczął się wczoraj. Już w 2024 r. NHO szacowało, że w latach 2024–2025 pracę w budownictwie może stracić od 25 do 30 tys. osób. Wysokie stopy procentowe zatrzymały nowe inwestycje mieszkaniowe, a wraz z nimi zapotrzebowanie na fachowców z zagranicy.
Niedobór, o którym mówi Stoltenberg, dotyczy więc przede wszystkim ochrony zdrowia, opieki nad osobami starszymi i zawodów wymagających kwalifikacji i norweskiego. Dla cieśli, murarza czy robotnika budowlanego z Polski Norwegia nie jest dziś rynkiem, który czeka z otwartymi rękami.
Przeczytaj także: KRYZYS NA RYNKU NIERUCHOMOŚCI W NORWEGII: W BRANŻY BUDOWLANEJ OCZEKUJE SIĘ UTRATY WIELU MIEJSC PRACY W CIĄGU DWÓCH LAT
800+ i ulga dla młodych. Liczy się to, co zostaje w portfelu
O opłacalności emigracji decydują także polska polityka społeczna i rozwiązania podatkowe.
Świadczenie 800+ wynosi 800 zł miesięcznie na każde uprawnione dziecko. W skali roku daje to 9600 zł na jedno dziecko i 19 200 zł na dwoje dzieci. Dla rodzin spełniających warunki programu to realny element domowego budżetu.
Drugim czynnikiem jest ulga dla młodych. Osoby przed ukończeniem 26. roku życia mogą korzystać ze zwolnienia z PIT dla niektórych przychodów, między innymi z umowy o pracę i kwalifikujących się umów zlecenia, do limitu 85 528 zł rocznie. Ulga nie obejmuje wszystkich dochodów ani składek.
Dla młodego pracownika na początku kariery może to oznaczać wyższą pensję netto. Jeśli dodać do tego możliwości rozwoju w Polsce i niższe koszty życia, wyjazd do Norwegii nie musi już automatycznie zapewniać lepszej sytuacji finansowej.
Nie ma podstaw, by twierdzić, że 800+ czy ulga podatkowa same odpowiadają za spadek emigracji. Są jednak częścią szerszego obrazu, w którym ludzie coraz dokładniej porównują korzyści i koszty wyjazdu.
Przeczytaj także: WYNAGRODZENIE NETTO W NORWEGII: JAK JE OBLICZYĆ Z WYNAGRODZENIA BRUTTO?
Słabsza korona i wysokie koszty życia zmieniają rachunek
Norwegia nadal oferuje atrakcyjne wynagrodzenia w wielu zawodach, ale sama wysokość pensji w koronach nie przesądza o opłacalności emigracji.
Słabsza korona norweska zmniejsza wartość zarobków po przeliczeniu na złote. Ma to szczególne znaczenie dla osób, które utrzymują rodzinę w Polsce, wysyłają pieniądze do kraju albo planują powrót po kilku latach pracy.
Do tego dochodzą wysokie koszty wynajmu mieszkania, żywności, transportu i usług. Ważniejsze od wysokości pensji jest więc to, ile pieniędzy zostaje po opłaceniu wszystkich rachunków.
W efekcie Norwegia nadal może być atrakcyjna dla specjalistów i osób z dobrymi ofertami pracy, ale dla części pracowników przewaga finansowa nad Polską nie jest już tak duża jak kiedyś.
Przeczytaj także: SPADEK WARTOŚCI KORONY ZNIECHĘCA POLAKÓW DO PRACY W NORWEGII
Emigracja ma również swoją cenę. Polacy są nią coraz bardziej zmęczeni
Za zmianą trendów migracyjnych kryje się także wymiar, którego nie pokazują statystyki wynagrodzeń ani dane o zatrudnieniu. Wieloletnia praca za granicą często oznacza rozłąkę z rodziną, życie między dwoma krajami, ograniczony kontakt z dziećmi i partnerem oraz odkładanie na później własnych planów i potrzeb.
Dla części emigrantów taki model życia staje się z czasem coraz trudniejszy do udźwignięcia. Długotrwała samotność, stres i brak stabilności mogą negatywnie wpływać na samopoczucie, relacje rodzinne i zdrowie. U niektórych osób pojawiają się również problemy ze zdrowiem psychicznym. To jeden z powodów, dla których decyzja o powrocie do Polski nie musi oznaczać zawodowej porażki. Może być świadomym wyborem lepszej jakości życia.
– Polska emigracja zarobkowa w Norwegii w pewnym sensie się wypaliła. Wielu ludzi przez lata ponosiło ogromne koszty osobiste: rozstania z rodziną, życie na odległość i utrzymywanie dwóch domów. Długotrwała rozłąka, samotność i stres odbijają się na relacjach, samopoczuciu, a czasem również na zdrowiu psychicznym i fizycznym. Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, czy wyższe zarobki za granicą są warte takiej ceny – mówi Łukasz Jakubów-Kędzierski, managing partner w Sjølyst Investors AS i B2 Capital AS oraz założyciel stowarzyszenia Business Link Norway.
Łukasz od lat angażuje się w życie Polonii w Norwegii. Jest absolwentem pierwszej edycji Szkoły Liderów Polonijnych i aktywnie obserwuje losy Polaków mieszkających poza krajem, nie tylko w Skandynawii, ale na całym świecie.
Jak podkreśla, zmiana podejścia do emigracji nie oznacza, że Norwegia przestała być atrakcyjnym krajem do pracy. Coraz częściej jednak Polacy porównują nie tylko wysokość wynagrodzenia, lecz także całkowite koszty życia, możliwości rozwoju w Polsce, bliskość rodziny i długofalowe konsekwencje życia w rozłące.
Współczesna decyzja o emigracji staje się więc rachunkiem nie tylko ekonomicznym, ale również osobistym. Jeśli różnica w zarobkach przestaje rekompensować koszty życia za granicą i wieloletnią nieobecność w domu, powrót do Polski może okazać się racjonalnym wyborem.
Głos czytelnika: młodzi Polacy nie mają już takiej potrzeby
Pod artykułem Money.pl o spadku emigracji zarobkowej do Norwegii rozgorzała dyskusja, w której czytelnicy próbowali wyjaśnić przyczyny tej zmiany.
„Powodów jest wiele. Lepszy poziom życia w Polsce w porównaniu do np. momentu wejścia do UE, spadek poziomu życia w Norwegii przez wysokie koszty, mniej chętnych na emigrację” – napisał w jednym z komentarzy Marek.
Jego zdaniem duże znaczenie ma zmiana pokoleniowa. „Młodzi Polacy różnią się bardzo mentalnie od poprzednich pokoleń, nie mają takiej potrzeby” – ocenił.
Marek zwrócił też uwagę na problem, o którym rzadko mówi się otwarcie. „Powodem jest też bariera językowa, mentalność i brak asymilacji, i nie tylko ze strony Polaków, ale w bardzo dużej mierze Norwegów. Sami to oficjalnie przyznają, że mają z tym problem” – dodał.
To indywidualna opinia, a nie wynik reprezentatywnego badania. Dobrze pokazuje jednak, że decyzja o emigracji nie zależy wyłącznie od porównania pensji. Liczą się także koszty życia, poczucie przynależności, sytuacja rodzinna i to, gdzie dana osoba widzi swoją przyszłość.
Co to oznacza dla Ciebie?
- Planujesz wyjazd do Norwegii? Pracę łatwiej znaleźć z kwalifikacjami, uprawnieniami i znajomością norweskiego. Bez nich rynek jest dziś trudniejszy niż dekadę temu.
- Pracujesz w budowlance? To branża, która w Norwegii zwolniła najwięcej. Przed wyjazdem sprawdź konkretną ofertę i pracodawcę, a nie ogólne hasło o niedoborze pracowników.
- Licz to, co zostaje w portfelu. Porównaj pensję netto w Norwegii z kosztami najmu, życia i kursem korony, a nie samą stawkę godzinową.
- Prowadzisz firmę w Norwegii? Rekrutacja z Polski będzie trudniejsza. Warto wcześniej zadbać o warunki, które zatrzymają dobrych pracowników na dłużej.
- Już tu mieszkasz? Niedobór rąk do pracy wzmacnia pozycję osób z doświadczeniem i dobrym norweskim w negocjacjach płacowych.
Czy praca w Norwegii nadal się opłaca? Norwegia musi walczyć o pracowników
Ostrzeżenie Stoltenberga pokazuje, że Norwegię czeka długoterminowe wyzwanie. Starzenie się społeczeństwa, rosnące potrzeby w opiece i zahamowanie wzrostu liczby osób w wieku produkcyjnym będą wymagały nowych rozwiązań.
Norwegia może zwiększać aktywność zawodową mieszkańców, inwestować w edukację i szkolenia, lepiej organizować pracę i skuteczniej przyciągać specjalistów z zagranicy. Musi też stworzyć warunki, w których zagraniczni pracownicy będą mogli wykorzystać swoje kompetencje i zechcą zostać na dłużej. Samo otwarcie rekrutacji nie wystarczy. Konkurencja o wykwalifikowanych pracowników będzie coraz silniejsza, a kraje, z których pochodzą migranci, również będą chciały ich zatrzymać.
Polska jest dziś innym krajem niż w 2004 r., gdy wchodziła do Unii Europejskiej. Jej gospodarka rośnie szybciej niż norweska, bezrobocie jest niższe, a poziom życia szybko zbliża się do średniej unijnej. Świadczenia rodzinne i ulgi podatkowe dodatkowo zmieniają rachunek ekonomiczny wielu gospodarstw domowych.
Norwegia potrzebuje pracowników, zwłaszcza wykwalifikowanych, ale Polska coraz skuteczniej konkuruje o własnych obywateli. Dla kolejnego pokolenia Polaków emigracja nie musi już być warunkiem lepszego życia, a rodzina nie musi płacić za lepsze zarobki wieloletnią rozłąką.
Przeczytaj także: PROPOZYCJA PODWYŻSZENIA WIEKU EMERYTALNEGO W NORWEGII DO 70 LAT BUDZI KONTROWERSJE
Więcej o rynku pracy i życiu w Norwegii znajdziesz w działach Praca w Skandynawii i Gospodarka.