Przez lata Norwegowie znali Polaków jako malarzy, którzy latem odnawiali ich domy, i sezonowych zbieraczy truskawek. Teraz największy norweski dziennik poświęcił Polsce okładkę swojego magazynu i pisze o polskim cudzie gospodarczym. To komplement, na który Polacy w Norwegii pracowali przez dwie dekady.
W pigułce
- „Solen over Polen” – pod takim tytułem „A-magasinet”, magazyn dziennika „Aftenposten”, poświęcił Polsce okładkę numeru 45 z 6 listopada 2026 r.
- ok. 360 – o tyle netto wzrosła w 2025 r. liczba imigrantów z Polski w Norwegii. To najmniejszy przyrost od wejścia Polski do UE (SSB).
- 1 820 – tylu Polaków przyjechało do pracy w Norwegii w 2025 r., najwięcej spośród narodowości spoza Skandynawii.
- Hasłem „Be like Poland”, polityka PE, Dominika Tarczyńskiego – tak część norweskich czytelników skomentowała reportaż. Polonia odpowiedziała wpisami po polsku i po norwesku.
Był czas, gdy „jævle polakk”, czyli „cholerny Polak”, brzmiało w Norwegii jak nazwa zawodu i miejsca w hierarchii społecznej: na samym dnie. Antropolodzy badający polską emigrację w Norwegii odnotowali, że samo słowo „polakk” kojarzyło się z tanią siłą roboczą. Polak malował dom, kładł płytki, zbierał truskawki i znikał jesienią, zanim spadł pierwszy śnieg.
O samej Polsce Norwegowie wiedzieli niewiele. Znali Kraków i Oświęcim, czyli Auschwitz, dokąd od lat jeżdżą norweskie wycieczki szkolne. Coraz więcej norweskich rodzin znało też Polskę z opowieści własnych dzieci: w polskich uczelniach studiuje jednocześnie około 1200–1500 młodych Norwegów, przede wszystkim medycynę i stomatologię. Dzięki nim Szczecin, Poznań, Białystok, Kraków czy Warszawa stały się w wielu norweskich domach nazwami równie bliskimi jak Bergen czy Trondheim. Polscy wykładowcy kształcą więc norweskich lekarzy, którzy potem leczą Norwegów w ich własnym kraju. Dla większości Norwegów Polska pozostawała jednak krajem gdzieś na wschód od Niemiec, katolickim, z niedawną komunistyczną przeszłością, i ojczyzną ludzi, którzy dobrze pracują i niewiele mówią.
Dlatego najnowszy numer „A-magasinet”, magazynu dziennika „Aftenposten”, zasługuje na uwagę. Reportaż korespondenta Påla Vegarda Hagesæthera trafił na okładkę pod tytułem, którego nie powstydziłby się autor szlagieru: „Solen over Polen”, czyli „Słońce nad Polską”. Podtytuł nie pozostawia wątpliwości: czas biednego kraju w cieniu komunizmu minął. W internecie gazeta zapowiedziała tekst jeszcze mocniej, jako opowieść o „gospodarczym cudzie Europy”, którego niemal nikt nie zauważył.
Szok w Warszawie
Norweski reporter zaczyna od ostrzeżenia dla rodaków: kto dawno nie był w Warszawie, może przeżyć mały szok. Wieżowce na Woli stoją ciasno jak zapałki w pudełku, z reklam spoglądają Maserati, a Varso Tower, najwyższy budynek Unii Europejskiej, wbija się w niebo stalową iglicą. Wszystko jest droższe niż kiedyś, przyznaje autor, ale wzrosły też pensje. I zadaje pytanie, które musiało przyjść do głowy niejednemu norweskiemu czytelnikowi: kto by pomyślał, że to kraj, z którego przez 20 lat masowo wyjeżdżano do Norwegii?
Reszta tekstu przypomina rachunek sumienia, tyle że odwrócony. Powołując się na MFW, „Aftenposten” pisze, że Polacy mają dziś większą siłę nabywczą niż Japończycy, a polska gospodarka wkrótce znajdzie się wśród 20 największych na świecie. Bohaterem reportażu jest Rafał Brzoska, który w 1999 r. roznosił ulotki w Krakowie, a dziś jako twórca InPost należy do najbogatszych Polaków. Prof. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego wylicza źródła sukcesu: niskie nierówności, dostępną edukację, przedsiębiorczość, pragmatyczne elity i członkostwo w UE. Zauważa też z goryczą, że poza Polską prawie nikt tego nie dostrzegł.
Brzoska zdobywa się przy tym na uprzejmą szczerość. Zapytany, czy InPost wejdzie do Norwegii, odpowiada, że Skandynawia jest dla jego branży trudnym rynkiem. Trudno o lepszy symbol odwróconych ról: polski miliarder z grzecznym dystansem ocenia norweski rynek.
Przeczytaj także: SJØLYST INVESTORS AS: „NIE TŁUMACZYMY JĘZYKÓW. TŁUMACZYMY DWA RÓŻNE SPOSOBY MYŚLENIA I PROWADZENIA BIZNESU”
360 zamiast 13 tysięcy
Najważniejsza dla Polaków w Norwegii jest jednak jedna liczba, ukryta pod koniec tekstu. „Aftenposten”, powołując się na norweski urząd statystyczny („Statistisk sentralbyrå”, SSB), podaje, że liczba imigrantów z Polski mieszkających w Norwegii wzrosła w 2025 r. zaledwie o około 360 osób. To najmniejszy przyrost od wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dla porównania w latach 2007–2011 polska społeczność w Norwegii powiększała się o 10–13 tys. osób rocznie.
Polacy wciąż przyjeżdżają i wyjeżdżają. W 2025 r. do pracy przyjechało 1820 obywateli Polski, najwięcej spośród wszystkich narodowości spoza Skandynawii. Bilans jest jednak niemal zerowy, bo w tym samym czasie wielu Polaków z Norwegii wyjechało.
Coraz częściej nie jest to jednak wybór „albo Norwegia, albo Polska”. Wielu Polaków żyje dziś w dwóch krajach jednocześnie: pracuje w Norwegii, a dom, rodzinę i plany na przyszłość ma po obu stronach Bałtyku. Badacze od lat zwracają uwagę, że polskich migrantów w Norwegii wyróżnia wyjątkowo duża mobilność między oboma krajami. Badanie przeprowadzone wśród niemal 500 Polek mieszkających w Norwegii pokazało, że nawet te, które pracują i wychowują tu dzieci, utrzymują silne więzi z Polską i często podróżują między krajami. Tani lot z Gardermoen do Gdańska czy Krakowa trwa krócej niż podróż pociągiem z Oslo do Bergen.
Przeczytaj także: LOT URUCHOMIŁ NOWE BEZPOŚREDNIE TRASY Z OSLO I BERGEN DO GDAŃSKA
Katarzyna Karp z portalu Razem Norge tłumaczy spadek napływu w rozmowie z gazetą rosnącymi płacami w Polsce i słabą koroną. Dodaje jednak coś ważnego: z Norwegii do Polski wraca niewielu. Wracają ci, którym brakuje rodziny i polskiej atmosfery, nawet jeśli mówią po norwesku i mają tu dobrą pracę.
Zbiegło się to w czasie z wypowiedzią ministra finansów Jensa Stoltenberga, który kilka dni wcześniej ostrzegał na łamach tej samej gazety, że Norwegii zaczyna brakować rąk do pracy. Historia lubi takie rymy. Za drugiego rządu Stoltenberga Polacy przyjeżdżali do Norwegii tysiącami, a z czasem całymi rodzinami. Dziś ten sam polityk szuka pracowników, a Polacy coraz częściej zostają w domu.
Przeczytaj także: KONIEC NORWESKIEGO „ELDORADO”. POLACY NIE PRZYJEŻDŻAJĄ, A STOLTENBERG OSTRZEGA PRZED CZARNYM SCENARIUSZEM
„Be like Poland”
Ciekawa okazała się też reakcja czytelników. Pod postem „Aftenposten” na Facebooku w ciągu godziny pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy, przeważnie życzliwych. „Pracowici” – napisała Wenche S. „Polakom się udaje” – dodała May Liss H. Kilka osób skwitowało tekst krótkim „Be like Poland”, czyli „Bądźcie jak Polska”.
Najwięcej polubień zebrał komentarz Kima S., który pytał, czy to rzeczywiście cud, czy po prostu lepsza polityka, dzięki której Polska jest dziś jednym z najbezpieczniejszych krajów Europy. Nie zabrakło sceptyków. Jedna z czytelniczek przekonywała, że o żadnym cudzie nie ma mowy, a o wszystkim zadecydowały unijne miliardy. Inna ironizowała, że jeśli rzeczywiście 99,9 proc. ludzi niczego nie zauważyło, to znaczy, że nie zauważył nikt.
Ale nawet ci, którzy podawali w wątpliwość słowo „cud”, nie kwestionowali samego sukcesu. Spierali się raczej o jego przyczyny, a to już jest zupełnie inna rozmowa niż ta, którą Norwegowie prowadzili o Polsce dwadzieścia lat temu.
Głos z Polonii
Wśród Polaków w Norwegii tekst przyjęto ze wzruszeniem. Margaret Dabrowska mieszka w Norwegii od ponad 20 lat. Jest działaczką polonijną wyróżnioną w Wilnie w kategorii „Osobowość” za wkład w życie Polonii, a także angażuje się w norweską politykę lokalną jako wiceprzewodnicząca liberalnej partii „Venstre” w regionie Drammen. Reportaż udostępniła z komentarzem: „Kochani, jest się czym chwalić! I jest z czego być dumnym!”.
Dabrowska od lat pisze swoje wpisy po polsku i po norwesku, bo chce, aby polskie historie docierały także do Norwegów. Przypomina, że dawniej Polak w Norwegii kojarzył się przede wszystkim z budową i sprzątaniem, a dziś coraz częściej z przedsiębiorczością, nauką i kulturą. Zaznacza przy tym rzecz istotną: „Nie chodzi o umniejszanie wartości jakiejkolwiek pracy, lecz o pokazanie naszego ogromnego, różnorodnego potencjału”.
To prawdopodobnie najtrafniejszy komentarz do całej sprawy, tym bardziej że pochodzi od kogoś, kto sam jest przykładem tej zmiany. Polka, która przyjechała do Norwegii przed dwiema dekadami, dziś współdecyduje o norweskiej polityce lokalnej.
Reportaż komentowali też inni Polacy w Norwegii. Agnieszka Heiseldal w obszernym wpisie na Facebooku zwróciła uwagę na to, co jej zdaniem jest w polskim sukcesie najważniejsze: Polska osiągnęła go bez ropy, gazu i innych wyjątkowych bogactw naturalnych, a jej największym kapitałem okazali się ludzie. Dla Norwegów, których dobrobyt wyrósł na ropie z Morza Północnego, to porównanie ma szczególny wydźwięk. „To nie był jeden cud gospodarczy ani jeden genialny polityk. To efekt kilkudziesięciu lat pracy, wielu decyzji i wykorzystania historycznej szansy” – napisała.
Nie przemilczała też problemów: niskiej dzietności, starzenia się społeczeństwa, zmieniających się przepisów i trudności administracyjnych, na które wciąż narzekają przedsiębiorcy.
Wpis Agnieszki Heiseldal zaczął żyć własnym życiem. Był udostępniany dalej, a w mediach społecznościowych pojawiła się nawet jego norweska wersja pod tytułem „Solen står opp over Polen”, czyli „Słońce wschodzi nad Polską”. Opowieść o polskim sukcesie, zainspirowana norweskim reportażem, wróciła więc do Norwegów w ich własnym języku.
Na tym właśnie polega praca nieoficjalnych ambasadorów. Polska nie zmieniła się w oczach Norwegów dlatego, że w Warszawie wyrosły wieżowce. Zmieniła się, bo przez dwadzieścia lat setki tysięcy Polaków reprezentowały ją w Norwegii: na budowach, w szpitalach, w firmach i w sąsiedztwie. Z lat wspólnej pracy wyrosły przyjaźnie, małżeństwa i zaufanie. Dziś Polak w norweskiej firmie częściej kojarzy się z profesjonalizmem i rzetelnością niż z tanią siłą roboczą. Ten kapitał zbudowali ludzie, nie statystyki.
Przeczytaj także: W BERGEN PONOWNIE OTWARTO KONSULAT HONOROWY RP
Komplement z zobowiązaniem
Czy tekst w „Aftenposten” coś zmienia? Polacy w Norwegii od dawna wiedzieli, jak bardzo zmienia się ich kraj, bo widzieli to przy każdych wakacjach w domu. Nowe jest to, że dostrzegła to także norweska prasa i opisała bez protekcjonalnego tonu.
Ten komplement ma jednak drugą stronę. Norwegia, która przez lata mogła liczyć na stały napływ pracowników z Polski, musi pogodzić się z tym, że ten czas mija. Polska nie jest już krajem, z którego się wyjeżdża, tylko krajem, do którego coraz częściej przyjeżdżają inni. W reportażu „Aftenposten” pojawiają się Holender, który przyjechał do Warszawy na chwilę i został na dziesięć lat, oraz młoda Ukrainka, która zbudowała tam firmę zatrudniającą 30 osób.
Słońce nad Polską świeci dziś jasno, a jak zauważyła norweska wersja jednego z polonijnych wpisów, być może dopiero wschodzi. Dla Norwegów to ciekawostka z rubryki „świat”. Dla Polaków w Norwegii to coś więcej: dowód, że po dwudziestu latach z samego dna można wspiąć się bardzo wysoko, nawet na wysokość 310 metrów, na szczyt Varso Tower.
Przeczytaj także: EKSPORT SAMOCHODU Z NORWEGII DO UE W 2026 ROKU – PROCEDURA, CŁO I KOSZTY
Więcej o Polakach w Norwegii znajdziesz w działach Polonia i Gospodarka.